W piątek 30 lipca odbyło się spotkanie z wiceprezydentem Starowiczem w sprawie ulic, na których ma być dopuszczona jazda pod prąd. Sporządzoną przez Marcina Hyłę notatkę z wynikami tego spotkania możesz przeczytać tutaj.
Niestety, nie możemy jeszcze na 100% powiedzieć, że sprawa jest załatwiona, gdyż część urzędników ZIKiT-u robi, co może, aby storpedować naszą akcję…
Tak więc ostateczna lista ulic, na których będzie dopuszczony ruch rowerowy pod prąd, może jeszcze ulec zmianie… Bądźmy jednak dobrej myśli.
W tym samym dniu odbyła się też lipcowa masa – mimo wakacji i nie najlepszej pogody przybyło na nią aż 92 osoby! Tym razem pojechaliśmy na Ruczaj, gdzie istnieje poważny problem z ogłoszonym niedawno przez miasto niedawno przetargiem na budowę linii tramwajowej na to osiedle. W projekcie (tutaj sam projekt drogowy wyłuskany z przeszło 1,3-gigabajtowego ZIP-a udostępnionego na stronie ZIKiT-u) skrzyżowanie Kapelanka – Brożka – Grota-Roweckiego pozbawione jest całkowicie dróg rowerowych! Stoi to w sprzeczności ze studium tras rowerowych Krakowa, zgodnie z którym przez to skrzyżowanie mają biec aż dwie główne trasy rowerowe, i z ustaleniami, które zapadły podczas audytu rowerowego tej inwestycji, gdzie wyraźnie określono, że drogi rowerowe na tym skrzyżowaniu mają być zaprojektowane. Kto odpowiada za zgłoszenie do przetargu projektu wykonanego wbrew tym ustaleniom?
„Zjawisko” – bo tak chyba można je określić Krakowskiej Masy Krytycznej stało się przedmiotem zainteresowania organizatorów panelu dyskusyjnego jaki odbędzie się jutro (wtorek, 20.07) w Kawiarni Naukowej. Czym właściwie jest, skąd się wzięła i jaką rolę spełnia w życiu miasta nasza masa? N0 i jak to jest z jej legalnością? O masie i o podobnych przykładach społecznych oddolnych inicjatyw porozmawiamy jutro od 19.
zapowiedź organizatorów:
Zapraszamy na panel dyskusyjny na temat pozaprawnych metod odzyskiwania przestrzeni publicznej.
Mowa będzie o ideach i działaniach, których celem jest „odzyskiwanie”, utraconych na rzecz władzy i biznesu, „terenów miejskich”; przywracanie prawdziwego znaczenia i pierwotnej funkcji… pojęciu „przestrzeń publiczna”. O akcjach przynoszących korzyści społeczności lokalnej, których statut prawny jest niejasny albo wręcz jawnie sprzeczny z obowiązującymi przepisami.
Aktywność podejmowana bez zgody urzędników oraz inicjatywy i protesty działające według zasad obywatelskiego nieposłuszeństwa, takie jak Masa Krytyczna, Jedzenie Zamiast Bomb czy Ogrodnicza Partyzantka są obecne w Polsce już od wielu lat. Chcemy porozmawiać o sensie, skuteczności, jak również potencjalnych zagrożeniach stosowania pozaprawnych metod odzyskiwania przestrzeni publicznej.
Spotkanie odbędzie się w najbliższy wtorek (20 lipca) o godz. 19:00 w Kawiarni Naukowej przy ul. Jakuba 29/31.
Prosimy o niepalenie tytoniu podczas spotkania.
Oto list jaki otrzymaliśmy od Janusza Makucha – dyrektora krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej.
1. Jeżdżenie pod prąd, akceptowane w wielu krajach świata,
świadectwo wzajemnego poszanowania różnic między rowerzystami i zmotoryzowanymi,
jest o niebo bezpieczniejszą formą poruszania się rowerzysty po drodze,
aniżeli jazda zgodnie z wyznaczonym kierunkiem.
Nie twierdzę, że zawsze i wszędzie, ale prawie zawsze i prawie wszędzie.
Łatwiej i szybciej reaguje się, gdy się widzi, niż gdy się nie widzi.
Uniknąć strzału w plecy.
Przede wszystkim obaj, i kierujący autem i jadący rowerem mają ze sobą kontakt wzrokowy.
Śledząc swoje poczynania automatycznie zachowują wiekszą ostrożność.
Tylko ktoś, kto nigdy nie jechał pod prąd nie rozumie, o czym mówię.
A swoja drogą…, przepraszam, czy jest ktos taki, kto NIE jechał pod prąd…?
Ryzyko najechania na rowerzystę jest o wiele mniejsze, niż w przypadku wyprzedzania go.
Panowie, przecież wszyscy wiemy, że podstawowy problem, z którym wielu zmotoryowanych
nie umie sobie poradzić, to problem mentalny, wyrażający się pogańską niechęcią do rowerzystów.
więcej »
Akcja Rowerem pod prąd! odniosła sukces!
Oto co pisze dzisiejsza Gazeta Wyborcza:
Od września krakowscy rowerzyści będą mogli jeździć pod prąd po Śródmieściu i Kazimierzu. We współpracy z drogowcami ustalą, na których ulicach takie rozwiązanie można bezpiecznie wprowadzić
O walce rowerzystów o pozwolenie na jazdę pod prąd ulicami jednokierunkowymi piszemy od kilku miesięcy. Do niedawna krakowscy urzędnicy i drogowcy utrzymywali, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, bo jest niebezpieczne i niezgodne z przepisami uchwalanymi przez Ministerstwo Infrastruktury. Tymczasem w oparciu o te same przepisy 1 lipca takie ułatwienia dla rowerzystów wprowadzono w centrum Gdańska.
Na piątkowym spotkaniu z rowerzystami zastępca prezydenta ds. infrastruktury Wiesław Starowicz zapewnił, że również Kraków jest otwarty na zmiany.
- Nigdy nie byliśmy przeciwni takiemu rozwiązaniu. Szykujemy się, żeby ułatwienia wprowadzić 22 września, kiedy obchodzony jest Europejski Dzień bez Samochodu – mówi „Gazecie” wiceprezydent Starowicz. – Oczywiście, nie da się takich zasad zastosować w całym mieście. Ograniczymy się więc do centrum miasta wewnątrz pierwszej obwodnicy i Kazimierza – dodaje.
Przez najbliższy miesiąc przedstawiciele krakowskich rowerzystów wraz z urzędnikami Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu i policjantami z drogówki będą chodzić po ulicach Śródmieścia, Kazimierza i Podgórza. Wspólnie ocenią, gdzie jazda pod prąd jest bezpieczna.
więcej »
Czytając wypowiedzi niektórych urzędników, można się złapać za głowę. Do napisania tego tekstu skłoniły mnie słowa Marka Dworaka, dyrektora MORD.
To m.in. Marek Dworak, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, dzwonił kilka tygodni temu do gdańskich urzędników oraz drogówki, namawiając do wstrzymania prorowerowych działań. Cytat za Gazetą Wyborczą: „Na ulicach nie może zapanować anarchia, a tak by się stało, gdyby rowerzyści jeździli pod prąd wszędzie i bez odpowiednich oznaczeń”.
Pan Dworak nie zauważa, że postulujemy, by na rowerach dało się jeździć pod prąd tylko tam, gdzie zostało to odpowiednio oznaczone. Anarchii nie postulował nikt. I jeszcze odniesienie do hasła „wszędzie”: nie oznacza to oczywiście wprowadzania bezmyślnego zezwolenia na każdej ulicy jednokierunkowej, ale potrzebę przeanalizowania pod kątem umożliwienia jazdy pod prąd całego miasta. „Wszędzie” oznacza, że prędzej czy później pod prąd pojedziemy nie tylko w ścisłym centrum czy na Kazimierzu, ale też w Borku Fałęckim, Nowej Hucie lub Krowodrzy.
Nie tak dawno urzędnicy zasłaniali się odpowiedzią z Ministerstwa Infrastruktury, w której minister wyjaśniał, że „nie ma podstaw do udzielenia zgody na odstępstwa od obowiązujących przepisów”. Najistotniejsze w tej sprawie jest to, że urzędnicy zadali ministerstwu złe pytanie. Zapytali o „odstępstwa od obowiązujących przepisów”, tymczasem delegacja ustawowa nie daje podstawy do jakichkolwiek odstępstw od czegokolwiek (np. w przypadku ustawy „Prawo Budowlane” taki mechanizm w ustawie jest). Więc nieważne o jakie odstępstwo by się ZIKiT zapytał (niekoniecznie o rowerzystów), to Ministerstwo Infrastruktury odstępstwa udzielić by nie mogło, bo tak jest skonstruowane prawo. Poraża więc fakt, że urzędnicy zasłaniają się czymś takim.
Ale przejdźmy dalej. Urzędnicy twierdzą, że sam znak T-22 – „nie dotyczy rowerów”, nie wyznacza pasa dla rowerów, a przecież w rozporządzeniu wyraźnie napisane jest, że „ruch rowerowy pod prąd ulic jednokierunkowych można dopuścić tylko wtedy, gdy wyznaczono na jezdni jednokierunkowej pas dla rowerów oraz oznakowano go w sposób odpowiedni”.
Niekoniecznie chodzi tutaj o oznakowanie poziome (co udowodnił Marcin Hyła w swoim opracowaniu). Przypominam, że na drodze dwukierunkowej bez oznakowania poziomego też mamy dwa pasy ruchu i oba są dobrze zdefiniowane (prawa strona ulicy), dzięki czemu w razie wypadku nie ma mowy o jakichś problemach. więcej »
Akcję „Rowerem legalnie pod prąd” poparli naukowcy z Politechniki Krakowskiej, zawodowo zajmujący się transportem w mieście oraz jakością przestrzeni publicznej.
Swoje poparcie dla idei dopuszczenia ruchu rowerów pod prąd wyraził dr inż. arch. Wojciech Wicher, adiunkt w Instytucie Projektowania Urbanistycznego Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Dr Wicher prowadzi wykłady oraz ćwiczenia z zakresu komunikacji miejskiej i projektowania urbanistyczno-architektonicznego.
W jego liście do krakowskich urzędników przeczytamy:
„Inicjatywa ta jest godna poparcia z uwagi na oczywiste korzyści wynikające z promocji środków transportu alternatywnych do indywidualnego ruchu samochodowego. Nie pozostaje także w rozbieżności z ogólnymi założeniami polityki gminy i państwa w zakresie komunikacji i organizacji ruchu na drogach publicznych zmierzającymi do poprawy bezpieczeństwa ruchu pieszego, rowerowego i samochodowego, a wręcz przeciwnie.
Z otrzymanej informacji wynika, że inicjatywa ta nie spotkała sie z należytym zrozumieniem i poparciem w kręgach decydujących o wprowadzeniu takich rozwiązań, w związku z czym zwracam się do Pana o opinię w tej sprawie i poparcie starań inicjatorów”. więcej »
141 osób podpisało pisma ws. dopuszczenia ruchu rowerowego „pod prąd” na kolejnych ulicach jednokierunkowych w Krakowie. Udało się tego dokonać podczas Święta Cyklicznego – społecznej inicjatywie, której głównym celem jest promocja roweru jako najlepszego środka transportu w Krakowie.
W tym roku impreza odbyła się 13 czerwca 2010 w klubie Fabryka na Zabłociu, a poprzedził ją wielki przejazd rowerowy z Rynku Głównego na Zabłocie. Rowerzyści wnioskowali o dopuszczenie ruchu rowerowego „pod prąd” na następujących ulicach:
- wszystkie ulice wewnątrz pierwszej obwodnicy (wewnątrz Plant), między innymi na ulicach Św. Anny, Brackiej, Mikołajskiej, Szpitalnej i Wiślnej,
- ulice na Kazimierzu, między innymi: Św. Wawrzyńca, Meiselsa, Józefa, Jakuba, Gazowa, Bocheńska,
- ul. Łobzowska, ul. Senatorska, al. Dygasińskiego, ul. Pomorska, ul. Lea, ul. Barska, Madalińskiego i Szwedzka.
Niektórzy dopisywali też wiele swoich indywidualnych propozycji. W treści petycji czytamy:
W latach 2002 – 2009 powstało w Krakowie kilka tzw. kontrapasów rowerowych, np. na ul. Kopernika, Grodzkiej i Smoleńsk. Ponadto niektóre ulice w ścisłym centrum Krakowa mają dopuszczony ruch rowerowy „pod prąd” bez dodatkowych kontrapasów. Niestety, to wciąż za mało, aby bezpiecznie i wygodnie poruszać się na rowerze po Krakowie, zwłaszcza po jego centrum, w którym przeważają ulice o ruchu jednokierunkowym. Jak wynika z doświadczenia europejskich miast, a także dotychczasowych pozytywnych doświadczeń w Krakowie, dopuszczenie ruchu rowerów pod prąd:
- jest bezpieczne (nie odnotowano wzrostu wypadków drogowych z udziałem rowerzystów; zarzuty przeciwko tej legalizacji bazują często na przesądach oraz uprzedzeniach i nie mają żadnego umocowania w badaniach na temat wypadkowości czy bezpieczeństwa rowerzystów);
- jest tanie zarówno pod względem zmiany organizacji ruchu jak i w późniejszym utrzymaniu;
- poprawia jakość przestrzeni publicznej – szczególnie w zabytkowej części miasta;
- wpływa na uspokojenie ruchu na ulicach i stanowi bardzo dobrą zachętę do poruszania się na rowerze po mieście, jako codziennego środka transportu.
Uważam, że przestrzeń ulic jest wspólna i należy brać pod uwagę interesy każdej z kategorii użytkowników (zarówno pieszych, rowerzystów, transportu publicznego i pojazdów samochodowych).
Nie zgadzam się z sytuacją, gdy przy każdej okazji brany jest pod uwagę głównie interes właścicieli samochodów, co jest sprzeczne z zapisami obowiązującej Polityki Transportowej dla Miasta Krakowa na lata 2007 – 2015. Uważam, że wzorem wielu europejskich miast, również w Krakowie powinny być stworzone dogodne warunki poruszania się na rowerze po mieście, którego ważnym elementem jest możliwość jazdy na ulicach jednokierunkowych rowerem pod prąd.
Zebranych 141 petycji w dniu 18 czerwca 2010 (piątek) złożone zostały na dzienniku podawczym ZIKiT. Ciekawe, jak zareagują urzędnicy na taki przejaw aktywności obywatelskiej? Z pewnością będą mieli z tymi pismami dużo pracy, bowiem w treści pisma znalazło się sformułowanie: „Proszę o udzielenie informacji i odpowiedzi w powyższej sprawie, zgodnie z obowiązującymi przepisami kodeksu postępowania administracyjnego.”
Zachęcam do wydrukowania i złożenia na własną rękę pisma – petycji. Pokażmy, że jesteśmy społeczeństwem obywatelskim! Wzór pisma do pobrania
autor: laku82
Stan wiedzy krakowskich rowerzystów o jeździe pod prąd jest zatrważająco niski. Czas to zmienić.
Jedźmy bezpiecznie i po europejsku – kontrapas to nie dwukierunkowa droga rowerowa
Wystarczy wyjechać rowerem na dowolną ulicę jednokierunkową z kontrapasem, by zobaczyć, że wiedza rowerzystów o tym jak poruszać się na takich ulicach jest naprawdę niska. Znajdziemy tam sporo osób, które jeżdżą kontrapasem pod prąd , traktując go jako dwukierunkową drogę dla rowerów. Jest to szalenie niebezpieczne, bowiem kontrapas ma jedynie 1,5 metra szerokości, a to za mało by mogło się bezpiecznie wyminąć dwoje rowerzystów.
Policzmy: dwóch rowerzystów wjeżdżających na siebie z prędkością 20 km/h to zderzenie czołowe przy prędkości względnej 40 km/h – nic dobrego z tego nie wyniknie.
Jak więc jeździć?
1. Kontrapas jest jednokierunkowy – jedziemy nim tylko w przypadku gdy jedziemy ulicą jednokierunkową „pod prąd” głównego kierunku ruchu, a więc wjeżdżając od strony zakazu wjazdu z tabliczką T-22 „nie dotyczy rowerów”. Dla przykładu kontrapasem jedziemy gdy na ul. Kopernika wjeżdżamy od strony Ronda Mogilskiego, na Grodzką wjeżdżamy od strony Wawelu, a na Starowiślną od strony ul. Józefa Dietla.
2. W drugą stronę poruszamy się razem z samochodami, zgodnie z głównym kierunkiem drogi jednokierunkowej. Nie mamy się czego obawiać, na wszystkich ulicach, gdzie istnieją kontrapasy zastosowano ograniczenie prędkości do 30 km/h – a więc wszystkie te ulice są w strefie tzw. „uspokojonego ruchu”. Nigdzie w Europie nie buduje się przy takich ograniczeniach prędkości ścieżek rowerowych, co więcej to właśnie uspokojenie ruchu to najpopularniejszy sposób aktywizowania dróg na potrzeby rowerzystów, np. w Berlinie takich dróg jest aż 3700 km i stanowią większość siatki drogowej.
3. W żadnym wypadku nie poruszamy się po chodnikach, bo jazda po chodniku w sytuacji gdy bezpiecznie i szybko można jechać „uspokojoną” jezdnią to wstyd dla rowerzysty. Zwłaszcza, że na takiej ul. Starowiślnej czy Kopernika, aż roi się od pieszych, a po ulicy samochody nie jeżdżą zbyt szybko. Szanujmy słabszych, a po chodnikach jedźmy tam, gdzie sytuacja tego od nas naprawdę wymaga (np. na al. Pokoju, czy Opolskiej, Nowohuckiej).
więcej »
Urzędnicy twierdzą, że jazda pod prąd bez wymalowanego na jezdni kontrapasa jest niebezpieczna. Rzeczywistość weryfikuje ich wizje.
Przypomnijmy, Marcin Hyła w swoim opracowaniu wyraźnie stwierdza, że ruch rowerów pod prąd bez kontrapasa, powinien być dopuszczony na wszystkich ulicach jednokierunkowych stref zamieszkania i ulic z ograniczeniem prędkości do 30 km/godz. Jedynie dla ulic z dużym natężeniem ruchu samochodowego, lub ulic z dozwoloną prędkością większą niż 30 km/h powinno się projektować kontrapasy.
„Minimalna szerokość jezdni drogi publicznej, w której można dopuścić ruch rowerowy pod prąd to 3,75 m – niezależnie od tego, czy parkują na niej pojazdy czy nie. W strefach zamieszkania i na drogach wewnętrznych (centra miast) nie ma ograniczeń prawnych co do minimalnej szerokości jezdni. Można tu korzystać z doświadczeń belgijskich – szerokość jezdni powyżej 2,6 m w takiej sytuacji jest wystarczająca.”
Tymczasem urzędnicy zgodnie twierdzą, jakoby manewr wymijania się rowerzysty i kierowcy bez wyznaczonej po środku linii rozgraniczającej jest niebezpieczny.
Tymczasem sam jeżdżę po Krakowie rowerem na co dzień i z takimi sytuacjami spotykam się właściwie codziennie.
W Krakowie istnieje wiele ulic dwukierunkowych bez oznakowania poziomego (bez pasów po środku). Przykładowo Klasztorna, Płaszowska, Grunwaldzka. Pewnie jest ich więcej, niż tych z oznakowaniem poziomym.
Urzędnicy twierdzą, że rowerzysta, nie mając linii rozgraniczającej kierunki ruchu, będzie jeździł po całej szerokości ulicy, jak w takim razie radzą sobie rowerzyści na ulicach dwukierunkowych, gdzie brakuje takiej linii?
Jeżdżę codziennie po takich drogach i rowerzyści zawsze poruszają się przy prawej krawędzi drogi. Gdybym sam jeździł tak, jak to sugerują urzędnicy, już dawno bym nie żył, a rowerzysta chce przede wszystkim żyć, dlatego nie ma powodów by wjechać na przeciwny pas i taranować nadjeżdżający samochód.
więcej »
Mostowa bardziej przypomina obecnie zapchany parking niż ulicę, która zachęci turystów do spacerów.
Wedle zamierzeń projektantów, kładka miała połączyć plac Wolnica z Rynkiem Podgórskim. Okazuje się, że wizji projektantów nie podziela ZIKiT, który z kładki po kazimierskiej stronie przewiduje jedynie zjazdy na bulwary. Ciekawe, co na to magistrat, który właśnie odnowieniem tego historycznego traktu (będącego jednocześnie atrakcyjnym ciągiem turystyczno-rekreacyjnym) tłumaczył potrzebę wybudowania kładki za kilkadziesiąt milionów złotych?
Kładka miała się po części zwrócić, dzięki zwiększeniu ruchu turystycznego między Kazimierzem a Podgórzem, i tym samym pomóc w rewitalizacji obu dzielnic. Tymczasem Mostowa z pewnością nie nakłania turystów, odwiedzających Kazimierz, do spaceru w kierunku Podgórza: chodniki zawłaszczone przez samochody, brak kontrapasa dla rowerów, nieodnowione oznakowanie przejść dla pieszych, niebezpieczne przejście przez ul. Podgórską…
Do kładki nie po drodze będzie już nie tylko rowerzystom, ale i turystom pieszym. Żeby zaś zmienić tę sytuację, wystarczyłoby jedynie utworzyć bezpieczne przejścia i przejazdy przez Trynitarską oraz Podgórską (z pewnością nie obejdzie się bez uspokojenia ruchu), a także uwolnić chodniki – szczególnie po wschodniej stronie Mostowej, gdzie większość samochodów parkuje niezgodnie z oznakowaniem, bo na skos. Na odzyskanej przestrzeni można byłoby wtedy ustawić stojaki na rowery, a restauracje mogłyby otworzyć własne ogródki. więcej »
Drodzy Masowicze,
w maju minęło pięć lat, od kiedy masa krytyczna jeździ po Krakowie. W ostatnich latach z przejazdu na przejazd jest nas coraz więcej, i to, że masa tak pięknie rozwija się pod względem frekwencji, niewątpliwie cieszy.
Równocześnie jednak smuci co innego – otóż bardzo spadło Wasze zaangażowanie w tę akcję. Stało się tak, że kilka osób, które regularnie pojawiały się na masach, wymyślały trasy i prowadziły przejazdy, zaczęliście uważać za kogoś w rodzaju „organizatorów” masy, i obarczyliście te osoby odpowiedzialnością za to, aby przejazd był udany i ciekawy, odsuwając tę odpowiedzialność od siebie.
To do nas kierowaliście uwagi czy pytania dotyczące spraw, które się wam na masie nie podobały (począwszy od kiepsko wybranej trasy po kwestie zachowania niektórych uczestników masy, celowo blokujących ruch samochodów), oczekując, że coś z tym zrobimy (a w jaki sposób mielibyśmy to zrobić?) Większości z Was natomiast nie chciało się nawet skandować – jak to było regularnym zwyczajem na dawnych masach – w trakcie przejazdu naszych masowych haseł, takich jak „Kraków dla rowerów – nie dla samochodów”. Osób mających kartki z owymi hasłami przyczepione do rowerów, czy rozdających w trakcie jazdy ulotki mijanym przechodniom, aby wiedzieli, o co tu właściwie chodzi, nie widzieliśmy na masie już chyba ze dwa lata…
Nie jesteśmy w stanie i nie chcemy występować „w imieniu” masy, spełniać Waszych życzeń co do organizacji przejazdu, brać na siebie odpowiedzialności za jego przebieg i tłumaczyć się z takich czy innych zachowań uczestników. Nie jesteśmy organizatorami masy. Wy wszyscy jesteście jej organizatorami i od każdego z was zależy, jak przebiegnie przejazd! Jeżeli chcecie, aby masa była taka bądź inna, weźcie ją we własne ręce! To jest – i zawsze był – wasz przejazd, od początku do końca!
Zapewne wielu z Was oglądało w czasie minionego Święta Cyklicznego film „We Are Traffic”. Chcemy przypomnieć Wam jedną ze scen z tego filmu: scenę, gdy podczas masy krytycznej człowiek z megafonem oświadcza, że na dziś masa nie ma przygotowanej żadnej trasy i w związku z tym on czeka na propozycje trasy, którą masa ma pojechać. Na tym właśnie polega sposób działania masy krytycznej i chcielibyśmy, aby tak właśnie to wyglądało – ale to wymaga przede wszystkim aktywności i zaangażowania z Waszej strony.
Dlatego też niniejszym oświadczamy
, że na najbliższą, czerwcową masę, osoby które dotychczas uważaliście za „organizatorów” masy nie przygotują żadnej trasy i nie będą prowadzić przejazdu. Będziemy – tak jak Wy – zwykłymi uczestnikami, i będziemy czekać na osobę, która da sygnał do odjazdu i poprowadzi masę – a taka osoba musi wyłonić się spośród Was!
Po każdej masie wykazujecie wspaniałą aktywność w zamieszczaniu w sieci jej dokumentacji fotograficznej i filmowej. Niemal żadne ze zdjęć ani filmów z mas krytycznych, których tak wiele można znaleźć m.in. na tej stronie, nie zostały wykonane przez „organizatorów”. Zazwyczaj autorów tych zdjęć i filmów w ogóle nie znamy, nie umawiamy się z nimi wcześniej na robienie zdjęć – a jednak zdjęcia i filmy sie pojawiają. I to jest to, o co chodzi, to jest oddolna, spontaniczna aktywność. Pora teraz, abyście taką samą aktywność zaczęli wykazywać w samym przeprowadzeniu masy.
Zatem, masowiczu i masowiczko, zmobilizuj się i do dzieła! Przyszłość masy jest w Twoich – tak, dokładnie w Twoich – rękach!
Do zobaczenia 25 czerwca!